Link 07.11.2005 :: 21:17 Komentuj (1)
od dzisiaj moge powiedziec z czystym sumieniem, ze wiem jak sie czuje...
....prawdziwie wydymany pracownik.....
Link 15.11.2005 :: 23:26 Komentuj (2)
no i wkoncu jakies zmiany na blogu, moze to mnie zmobilizuje, zeby go troche reanimowac i zaczac pisac, a w sumie jest o czym, bo sporo sie dzieje...
Link 18.11.2005 :: 08:13 Komentuj (6)
no i wczoraj pierwszy dzien nie pilem.
nie jest zle, poza tym, ze nie moglem spac w nocy i nie moglem przestac myslec o pracy. zobaczymy jak dzisiaj minie dzien...
Link 20.11.2005 :: 12:29 Komentuj (6)
Wczoraj ogladajac jeden z moich ulubionych filmow, kolejny raz stwierdzilem, ze urodzilem sie w nie swojej epoce...
The Last Samurai...
i niewazne, ze gra tam kiepski tom cruise, ale kuzwa czerwona zbroja, katana w lapie... i zginac na polu walki...
a ja co moge? zamiast czerwonej zbroi mam komputer, zamiast katany - glowe, a smierc moglaby byc rownowazna, ze strata pracy, lub z brakiem rozwoju... tylko kuzwa wlasnie diabel tkwi w tych szczegolach...
no bo co... codziennie rano ide na bitwe, zamiast porannych modlow - wypijam kawe. potem szykujesz strategie, oceniasz sily wroga, czytasz maile i planujesz caly dzien. Potem kazdy kolejny telefon, kazde kolejne spotkanie, jest jak walka z pojedynczym wrogiem...
Po calym dniu, osuwasz sie na swoj fotel, wycierasz z krwi i potu swoja bron - sluchawka telefonu jest jeszcze ciepla... wreszcie kolejna bitwa sie konczy i wracasz do domu, widzisz swoich wspoltowarzyszy, jeden z nich w ferworze walki chcial wbic ci noz w plecy, ciegle nie masz pewnosci czy to byl przypadek, czy misternie usnuty plan zdrady. obiecujesz sobie, ze jutro bedziesz bardziej ostrozny...

Link 22.11.2005 :: 00:28 Komentuj (4)
a ja dzisiaj trzymam kciuki za julie pepsowata...
Link 24.11.2005 :: 08:44 Komentuj (7)
23.XI 23:11
Chyba mam kryzys. Nawe nie chce mi sie dzisiaj pisac notki na komputerze, tylko pisze na kartce.
Pierwszy raz przestalem dawac rade, a najgorsze jest to ze nie moge sie nikomu do tego przyznac, bo ja przeciez nie moge okazywac slabosci.
Codziennie ktos hce cos nowego ode mnie, codziennie spotykam sie z 10-20 osobami i odbieram kilkadziesiat telefonow.
Codziennie mowie ze to bedzie zrobione na jutro, nawet zaczalem robic listy co musze dzisiaj zrobic, tylko ze wystarcza mi czasu na 1/3 listy, a reszta przechodzi na nastepny dzien.
Codziennie robie nadgodziny, juz nawet nie licze ile, bo przeciez i tak nikt mi za to nie zaplaci, jedna premia jaka dostaje to kolejne obowiazki.
I tak dzien w dzien, az do zajebania.
A najgorsze jest to, ze nikt nie docenia mojej pracy, bo po co?!
Rodzina ma do mnie pretensje, ze jak wracam do domu to tylko albo ide spac, albo siadam przed komputerem, ale kuzwa ja na nic innego nie mam sily. A jak chce z nimi porozmawiac to sila rzeczy mowie o pracy i wtedy dla odmiany wkurwiaja sie, ze interesuje mnie tylko praca.
Nawet nie mam komu powiedziec, ze rano nie mam czasami sily wstac, a wieczorem wychodzac z pracy potykam sie o wlasne nogi. Wtedy ten ktos powinien poklepac mnie po ramieniu o powiedziec - bedzie oki doki!
A czy ja tak duzo wymagam?! Poprostu chcialbym czuc sie chociaz troche docenion. Dostac jakas premie, za ktora moglbym chociaz zabrac dziewczyne na kolacje, albo miec na troche fajniejsze prezenty na swieta...
...niech mnie ktos przytuli....
Link 26.11.2005 :: 09:10 Komentuj (4)
nie mam komputera, pospal sie :P od rana siedze w pracy i wlasnie zrobilem sobie przerwe na kawe... jak bede mial kompa to sie odezwe. :)
Link 28.11.2005 :: 16:05 Komentuj (5)
jestem cholernie zmeczony, zrobilem sobie przerwe na kawe, bo i tak narazie nie mam co myslec o wyjsciu z pracy. jestem cholernie zmeczony, tylko co z tego, i tak nic na to nie poradze, pracy z dnia na dzien przybywa, a sily jakos dziwnie szybko znikaja. Nawet moj zapal i zdolnosc dosc szybkiej regeneracji nie pomagaja, bo niby kiedy mam sie regenerowac. jestem cholernie zmeczony, chwilami mam ochote zamknac biuro, polozyc sie na srodku pokoju i zasnac, chociaz na chwile, chociaz na 5 minut, ale nie moge, bo zaraz ktos zadzwoni, bo zaraz ktos przyjdzie, ...a ja jestem cholernie zmeczony.